Czy naprawdę cierpisz?


David Jevons

(Za: The Ramala Centre Newsletter, September 2003)


 
    Ci z was, którzy należą do regularnych czytelników Ramala Newsletter, niewątpliwie wiedzą, że w ostatnich miesiącach przeszedłem atak serca, co wymagało trzech wizyt w miejscowym szpitalu i poddania się dwóm lekkim operacjom serca. Wizyty te dały mi czas na refleksje zarówno nad naturą i celem cierpienia, jak i nad tym jak postrzegałem cierpienie innych ludzi. Wielu z was zapewne słyszało o upadku Sai Baby i złamaniu biodra przed kilku miesiącami i o tym, że musiał przejść bolesną operację. Dla mnie osobiście był to okres wyzwania, ponieważ wiedziałem, że Sai Baba wielokrotnie w przeszłości z własnej woli przejmował na siebie choroby wielbicieli, aby uratować im życie, a później sam siebie uzdrawiał, dlaczego więc nie wyleczył siebie tym razem? Co więcej, dlaczego taki wypadek zdarzył się awatarowi, istocie zrealizowanej? Jeśli nawet oni muszą cierpieć, jaka jest wobec tego nadzieja dla nas, zwykłych śmiertelników? Po prostu nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ten wypadek zdarzył się Sai Babie i dlatego w mojej głowie zaczęły rodzić się najróżniejsze dręczące wątpliwości.
    Kilka lat temu byliśmy na audiencji u Sai Baby i wtedy ktoś zapytał, jak powinniśmy radzić sobie z cierpieniem. Sai Baba odpowiedział, że wszelkie cierpienie związane jest ze świadomością cielesną i że duch, boska atma, nigdy nie cierpi. Następnie wziął do ręki chusteczkę, uniósł ją i upuścił mówiąc: „Ta chusteczka reprezentuje cierpienie; po prostu puśćcie je, a ono odpadnie.” Przypominam sobie, że wówczas pomyślałem, iż o ile taki proces mógłby stosować się do cierpienia psychologicznego, nie widziałem sposobu, w jaki mógłby on mi pomóc radzić sobie z fizycznym bólem w ciele. Niemniej, w następnych latach, kiedykolwiek miałem do czynienia z bólem fizycznym, najczęściej na krześle u dentysty, zwykle recytowałem po cichu: „Nie jestem mym ciałem, nie jestem mym ciałem” i odmawiałem mantrę Gajatri. Na ogół też medytowałem i próbowałem przenieść swoją świadomość na inną płaszczyznę egzystencji, tak by być obserwatorem swojego ciała, odseparować się od niego, ale odnosiłem tylko częściowe powodzenie. Główny problem wiązał się z tym, że tę technikę praktykowałem dopiero wtedy, gdy już miałem przeżywać ból, zamiast codziennie. To sytuacja podobna jak z medytacją – nie można po prostu usiąść i liczyć, że będzie skuteczna. Trzeba praktykować. Trzeba to robić tak jak ćwiczenia strażackie. Prowadzi się je, mimo że w danym czasie pożaru nie ma. Wiem jednak, że ta zasada jest właściwa, a moje ostatnie doświadczenia pokazały mi, że odprężanie się i skupianie na czymś innym, niż ból, jest bardzo pomocne. Sai Baba mówi: „Aby wznieść się ponad ból, należy medytować o Bogu i recytować Jego imię. Nie można opanować umysłu bez medytacji. Dlatego medytacja jest niezbędna; trzeba pogrążyć umysł w Najwyższej Świadomości.”
    Cierpienie jest nierozłączną częścią życia na fizycznej płaszczyźnie Ziemi. Gdy przychodzisz na Ziemię, nawet jeśli jesteś awatarem, musisz spodziewać się cierpienia w takiej czy innej postaci, ponieważ, jak mówi Sai Baba, ‘Musisz płacić ludzkie podatki.’ Ale dlaczego nasz Stwórca oparł dramat życia na takiej przesłance? Dlaczego nawet istota zrealizowana, Bóg-człowiek, musi cierpieć? Sai Baba powiada: „Różni święci w swoim życiu przechodzili niekończące się kłopoty z rodziną, surowe traktowanie przez innych itd. Lecz ich wiara w Boga pozostawała nietknięta. Oni sami nie cierpieli. Jezus nie cierpiał. Ale koniecznością było, by przeszli przez to, co na ogół uważa się za cierpienie, aby ludzie otrzymali szlachetne przykłady nieprzywiązania do światowych rzeczy i niewzruszonej wiary w Boga.” To nauka, którą wielu z nas musi sobie przyswoić. Gdy dzieje się źle, mamy skłonność patrzeć na zewnątrz i obwiniać innych, szczególnie Boga. Uwagi w rodzaju: „Jak Bóg mógł do tego dopuścić?” i „Dlaczego Bóg mi to uczynił?” są na porządku dziennym. Chociaż Bóg osobiście nie pobudza bólu w nikim, niemniej, jako twórca boskiego dramatu życia, On cierpienie stworzył. Jaki mógłby mieć w tym cel? Sai Baba mówi: „Jeśli chodzi o cierpienie ludzi, są oni w ten sposób poddawani próbie, ale nie należy tego tak nazywać. Jest to łaska. Ci, co cierpią, mają moją łaskę. Tylko poprzez cierpienie dadzą się przekonać do zwrócenia się do wewnątrz i dociekania; wszak bez zwrotu do wewnątrz i dociekania nigdy nie wyrwą się nieszczęściu.” Ilu z nas traktuje cierpienie jako łaskę Boga? Bardzo niewielu, jak sądzę. Dlaczego tak jest? Ponieważ do cierpienia podchodzimy z punktu widzenia świadomości cielesnej. Ciało rzeczywiście cierpi, ale nie duch. Nasze ciała są zbudowane z fizycznej skończonej materii i nierozerwalnie łączą się z cyklem narodzin i śmierci. Choroba i śmierć są nieuniknionymi składnikami życia, szczególnie kiedy człowiek żyje w świecie ciągle narastającego zanieczyszczenia myśli, słowa i czynu. Zatem, jeśli zgadzamy się, że cierpienie jest właściwe fizycznemu życiu, co stanowi o stopniu naszego cierpienia i o jego owocach? Jest to nasza wobec niego postawa. Nasza postawa jest zarówno przyczyną cierpienia, jak i szczęścia. Niezależnie z jakim uczuciem patrzymy na przedmiot lub osobę, to samo wraca do nas. Jeśli postrzegamy świat jako stworzenie Boga, napełnione miłością Boga, istniejące wyłącznie po to, by obudzić w nas Boga, wówczas każde cierpienie jawi się jako łaska Boga. Ale jeśli patrzymy na świat jako twór bez Boga, w którym zdarzenia dzieją się kierowane ślepym losem, w którym rządzi siła, w którym słaby pada ofiarą silnego, wtedy cierpienie jawi się jako coś, czego należy unikać albo przetrwać i za co zawsze, ale to zawsze, winić trzeba czynniki zewnętrzne.
    Tak więc, mądra osoba postrzega cierpienia takim, jakie jest, mianowicie, jako dar od Boga. Zadaniem cierpienia jest przetestować twoją wiarę w Boga, twoje oddanie Bogu. Ma skłonić cię do życia zgodnego z prawdami, w które wierzysz. Czy przestajesz wierzyć w Boga tylko dlatego, że nowotwór rozłożył cię na łopatki? Czy przestajesz wierzyć w Boga tylko dlatego, że doznałeś obrażeń w poważnym wypadku, co na resztę życia przykuwa cię do wózka inwalidzkiego? Czy to uniemożliwia ci osiągnięcie celu życia? Oczywiście nie! Celem życia jest po prostu taki stan, który uwalnia od potrzeby ponownego rodzenia się, a jeśli usilnie dążysz do tego celu, musisz zrozumieć, że niechybnie będziesz prześladowany przez ból i cierpienie jako środki wypalenia karmy poprzednich wcieleń. Celem życia jest wyzwolenie, trwała wolność od cyklu odrodzeń, a jeśli zawsze masz ten cel na uwadze, wtedy każde cierpienie, każde poświęcenie ma zarówno sens, jak i cel. Jak mówi Sai Baba: „Dobrych ludzi zawsze nękają trudności i nieszczęścia. Mesjasze, prorocy, święci i inkarnacje Boga zawsze mieli rozmaite problemy i przechodzili gehenny. Was też nie powinno to martwić. Miejcie wiarę w Boga.”
    Obserwując cierpienie zstąpienia Boga, łatwiej ujrzymy własne cierpienie we właściwym świetle. Czytałem książkę ‘Great Swan’ (Wielki Łabędź) Lexa Hixona, która zawiera zbiór zapisów ze spotkań z Paramahansą Ramakrishną, uważanym przez jego wyznawców za awatara, bezpośrednią i w pełni świadomą manifestację Boskiej rzeczywistości w ludzkiej postaci. Pod koniec życia u Ramakrishny wystąpił nowotwór gardła, który wywoływał nieznośny ból. Niekiedy prawie nie mógł jeść ani mówić. Jego wielbiciele wierzyli, a Ramakrishna potwierdził ten fakt przed swoim odejściem, że choroba ta wynikła z przyjęcia przezeń na siebie negatywów całego świata. Ramakrishna znosił tę dolegliwość z humorem i zrozumieniem mówiąc: „Niechaj ciało trwa w nieuchronnej dolegliwości, lecz ty, o umyśle, bądź pogrążony w Boskiej Naturze i ciesz się niezmąconą błogością.” Następnie wyjaśnił naturę swojej choroby: „Są dwie osoby wewnątrz mnie: Boska Matka (Bóg) i Jej dziecko. Dziecko zachorowało.” Choroba Ramakrishny wprawiła niektórych wielbicieli w zakłopotanie. Jedni wierzyli, że był to chwyt, by sprawdzić ich wiarę i lojalność. Inni, wątpiąc w podatność awatara na ludzkie słabości, przestali wierzyć, że jest awatarem. Tylko nieliczni potrafili zaakceptować jednocześnie jego człowieczeństwo oraz boskość i pogodzić się z nieuchronnością jego choroby. Czy coś wam to przypomina?
    Fakt, że Sai Baba musiał przejść operację w szpitalu, wprawił wielu jego wielbicieli w podobne zmieszanie. Przez ponad miesiąc Sai Baba nie mógł pojawić się publicznie i udzielić darśanu. Kiedy wreszcie się pojawił, by wygłosić swój pierwszy dyskurs po operacji, Sai Baba stwierdził kategorycznie, że nie przejął niczyjej choroby. Jego ciało po prostu zawiodło. Ciało składa się z pięciu żywiołów i któregoś dnia musi upaść. Jego biodro rozpadło się na trzy części. Powinien przeżywać straszliwy ból, ale nie przeżywał, gdyż całkowicie porzucił świadomość cielesną. Dlaczego dopuścił, by zdarzyła się ta dolegliwość, i dlaczego nie uzdrowił się natychmiast, jak to czynił w przeszłości? Po to, by nam pokazać, że musimy wznieść się ponad świadomość cielesną i cieszyć się świadomością boską. Nie jesteśmy naszymi ciałami. Jeśli utożsamimy się ze świadomością cielesną, wtedy będziemy cierpieć. Jeśli aspirujemy do szczęścia i pokoju, musimy pozbyć się świadomości cielesnej. Trzy dni po operacji Sai Baba spacerował. Jest to wyczyn normalnie prawie nieosiągalny. Jak było to możliwe? Sai Baba powiedział, że było to możliwe, ponieważ nie posiada nawet śladu świadomości cielesnej. Cierpienie trzeba przeżywać tylko wtedy, gdy rozwinie się przywiązanie do ciała. Potem powiedział coś zdumiewającego: „Dlaczego Swami wrócił do zdrowia? To modlitwy wielbicieli sprawiły, że Swamiego ciało tak szybko ozdrowiało. Modlono się we wszystkich zakątkach świata. Modlitwą możecie przemóc wszystko i wszystko możecie osiągnąć. Szybki powrót do zdrowia ciała Swamiego nastąpił pod wpływem modlitw. Ani nie chciałem tego cierpienia, ani nie pragnąłem go wyleczyć. Wy chcieliście, by to ciało zostało wyleczone z bólu i wy to osiągnęliście za pomocą modlitwy. To ciało nie jest moje. Jest ono wasze; zatem, waszym obowiązkiem jest dbać o nie. Ja nie jestem tym ciałem, jestem jego mieszkańcem.” Dalej powiedział, że recytowanie Boskiego Imienia może wyleczyć nawet najbardziej nieuleczalną chorobę. Obyśmy i my postrzegali własne cierpienie w podobnym świetle. Pierwszym krokiem na duchowej ścieżce jest zapanowanie nad świadomością cielesną. W miarę jak umniejsza się świadomość cielesna, przybywa świadomości boskiej, a z nią nadchodzi kres cierpieniom.

[tłum. KMB; 20031111]