Co jest rzeczywiste, a co nierzeczywiste?


Przedstawiany tekst, zaczerpnięty z The Ramala Centre Newsletter (September 2000), jest zapisem wystąpienia Yaani Drucker na dorocznym wiosennym spotkaniu wielbicieli Sai Baby w Lord Wandsworth College (Long Sutton, Hants, WB) 14–16 kwietnia 2000 r. Oryginał można również znaleźć na internetowej wityrynie męża Yaani, Ala, wraz z jego wystąpieniem nawiązującym do jej doświadczeń.


      Od nierzeczywistego prowadź mnie do rzeczywistego.
      Od ciemności prowadź mnie do światła.
      Od śmierci prowadź mnie do nieśmiertelności.


    Chciałabym podzielić się z wami historią, która nie jest rzeczywista, która nigdy się nie zdarzyła i która nie miała wpływu na Prawdę. Pomogła mi jednak bardzo jako wezwanie do przebudzenia, jako szkoła odróżniania tego, co jest rzeczywiste i wieczne od tego, co jest nierzeczywiste i co nie ma nade mną władzy. Wydarzenie to objawiło mi prawdę tego, kim naprawdę jestem.
    Czternaście lat temu przeżyłam wstrząsające doświadczenie, które początkowo wydawało się nadzwyczaj brutalne, a które teraz postrzegam jako prawdziwy duchowy punkt zwrotny. Do tego czasu byłam żarliwą wielbicielką Sai Baby prowadząc proste życie nauczycielki w szkole Montessori, mieszkając sama i rokrocznie spędzając sześć miesięcy w Indiach z Sai Babą. Życie było piękne. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. W Indiach obchodzono wtedy Mahaśiwaratri, największe święto roku. Przebywałam w kalifornijskim Centrum Sai Baby. Na następny wieczór mieliśmy w planie całonocne śpiewanie bhadźanów. Twardo spałam w pokoju przylegającym do sali śpiewów. Była godzina 3 w nocy. Nie mogło być już bardziej pomyślnego momentu czy sytuacji.
    Nagle zostałam wyrwana ze snu głosem grożącym: „Krzyknij a zabiję cię". Poczułam nóż na gardle i zobaczyłam wyłaniającą się nade mną masywną groźną postać. Oszołomiona odruchowo krzyknęłam, a on aby mnie uciszyć uderzył mnie pięścią w twarz. Cała byłam we krwi. Zakneblował mnie, przywiązał i ściągnął ze mnie pościel. W panicznym strachu wołałam do Sai Baby, by przyszedł mi na ratunek. W głębi serca oczekiwałam, że Sai Baba pojawi się fizycznie i rozproszy ten horrendalny koszmar, co mnie niespodziewanie opadł. Sai Baba nie przyszedł. Ale jednocześnie zrobił to. Jeszcze gdy byłam brutalnie gwałcona, odeszło ode mnie całe okropieństwo tej sytuacji. W jakiś niewytłumaczalny sposób stałam się bardzo spokojna i ku własnemu zdumieniu odkryłam niewiarygodne współczucie wzbierające w mym sercu.
    Kiedy odchodził zdołałam wydusić przytłumione: „Niech cię Bóg błogosławi". „Bóg mnie nienawidzi!" – wysyczał w odpowiedzi i znikł w mroku nocy. Z trudem zdołałam oswobodzić się ze skrępowania i poszłam szukać pomocy. Wezwana policja złapała tego mężczyznę. Okazało się, że miał on długą historię przestępstw: był wielokrotnie więziony. Mimo to tym razem coś się w nim zmieniło. Przesiadując w więziennej celi dołożył niemałych wysiłków, aby przesłać mi wiadomość. A brzmiała ona tak: „Żałuję tego co zrobiłem. Naprawdę bardzo mi przykro, że panią skrzywdziłem. Proszę się za mnie pomodlić." Zatem Bóg był obecny nawet w tak okropnych okolicznościach i nawet gwałciciel to odczuł. Sama się sobie dziwiłam, że nie potrafiłam zdobyć się na gniew skierowany przeciw temu człowiekowi. Stwierdziłam, że myśli moje skupiają się raczej na tragedii ludzkich uwarunkowań, które potrafią doprowadzić do tak rozpaczliwego stanu, niż na własnym bolesnym doznaniu.
    Chociaż ciało miałam obite i posiniaczone, w ogóle nie pamiętam żadnego bólu. Ale nie znaczy to, że lekko przeżyłam to wszystko. Pamiętam jak chodząc nocą bałam się, że ktoś może czaić się za krzakiem. Gdy ktoś wchodził do mojego pokoju, ogarniał mnie lęk i byłam roztrzęsiona, które to zachowania dotąd były zupełnie nie w moim stylu. Czułam się zbrukana, a moje zwykłe poczucie bezpieczeństwa, przeświadczenie, że cały czas chroniły mnie boskie ręce, zostało bardzo mocno nadszarpnięte. Moje wątpliwości były całkowicie ześrodkowane na Sai Babie. W moim rozumieniu Sai Baba, któremu kompletne zawierzyłam i którego uważałam za swojego zbawcę, nie pomógł mi mimo, że rozpaczliwie go wzywałam. Dlaczego tego nie zrobił? Ciągle modliłam się do Sai Baby błagając: „Dlaczego dopuściłeś, by mnie to spotkało? Proszę, pomóż mi to zrozumieć." Gdy w taki sposób prosiłam, wyraziście usłyszałam głos Sai Baby łagodnie pytającego: „Co ci się stało?" „Zostałam zgwałcona, brutalnie potraktowana, obrabowana, a mojemu życiu zagrażało niebezpieczeństwo – odpowiedziałam – wołałam ciebie, lecz ty nie przyszedłeś!" I znów nad wyraz czule Sai Baba spytał: „Co ci się stało?"
    Nagle zrozumiałam: nic mi się nie stało. Przypominam sobie jeden z moich ulubionych ustępów z Bhagawad Gity, w którym Kriszna pouczał Ardźunę: „Nie jesteś tym nietrwałym ciałem. Nie można cię zniszczyć bronią, ogień nie może cię spalić, woda nie może cię pochłonąć, burza nie może cię zmieść. Jesteś niezniszczalną, wieczną atmą, Jaźnią." Nagle to mistyczne oświadczenie Pana Kriszny nie było dla mnie już tylko abstrakcyjnym pojmowaniem, lecz bezpośrednim doświadczeniem. Moje zdezorientowanie, moje lęki i poczucie porzucenia – wszystko to rozproszyło się w świetle tego niewiarygodnego zrozumienia. Sai Baba nie tylko daleki był od zawiedzenia czy opuszczenia mnie, ale odsłonił przede mną prawdę tego, kim jestem – nieśmiertelną Jaźnią; teraz w całym wszechświecie nie ma niczego, co byłoby w stanie w jakikolwiek sposób mi zagrozić. Poznałam siebie jako kogoś niedotykalnego, niezniszczalnego, wiecznego. Eksplodowałam radością. Jakże zaskakujący skutek tego głębokiego i strasznego wydarzenia! Obróciło się ono w odkrycie kim naprawdę jestem. Jestem niezmiernie wdzięczna. Dziękuję ci Boże!
    W ciągu czternastu następnych lat z tego potężnego doświadczenia rozwinęło się wiele dalszych rewelacji. Doszłam do zrozumienia, że nie tylko nic mi się nie stało, ale jeszcze dosadniej: w istocie w ogóle nic się nie stało. Rozpoczęłam to wystąpienie mówiąc, że chciałabym podzielić się z wami historią, która jest nierzeczywista, która nigdy się nie zdarzyła i która nie miała wpływu na prawdę. Co przez to rozumiem? Czy zdarzyło się cokolwiek? Czy coś z tego było rzeczywiste? Historia nie była rzeczywista, gwałt nie był rzeczywisty, brutalność nie była rzeczywista, strach nie był rzeczywisty, ale spokój, jaki odczuwałam, był rzeczywisty, tamto współczucie było rzeczywiste, obecność Boga była rzeczywista, Atma, moja prawdziwa Jaźń była rzeczywista.
    Jeśli nic z tego horroru nie było rzeczywiste, a mimo to tak głęboko go przeżyłam, to co się działo? Chciałam znaleźć przyczynę. Jedynie odsłaniając przyczynę problemu mogę mieć nadzieję na rozwiązanie zagadki. Niektórzy z was mogą wierzyć, że cała ta rzecz była Wolą Boga. W końcu czy wszystko, co się dzieje nie jest Jego wolą? Kiedy modliłam się do Sai Baby: „Swami, jak mogłeś dopuścić, by mi się to przytrafiło?" wynikało to bezsprzecznie z mojego przekonania, że mogło się tak stać wyłącznie z woli Boga. Lecz stwarzało to poważny dla mnie problem. W moim rozumieniu nic niefortunnego nie mogło mi się przydarzyć, ponieważ kochałam Boga, a On by mnie ochronił. Byłam dobrą wielbicielką, prowadziłam sadhanę i czułam miłość Boga. Miłość Boga do mnie odbierałam w rozmaitych przejawach: w materializacji dla mnie pierścienia przez Sai Babę, w otrzymaniu odeń jego szaty na ołtarz Centrum i wielu głębokich wewnętrznych objawień, snów i wizji, które doświadczałam jako oznaki miłości Bożej. Jak więc Bóg mógł pozwolić, by ta straszna rzecz się zdarzyła? Oczywiście, za tym pytaniem kryje się założenie, że Bóg dopuścił, by do tego doszło. Gdyby to zrobił, czyż nie znaczyłoby to, że jest okrutny? Jaki Bóg dopuściłby do takiego horroru? Bóg niewątpliwie nie życzy nam cierpienia. Bóg jest czystą miłością. Kocha nas bezgranicznie. Po prostu jest zwykłą niemożliwością, by Bóg mógł dla mnie tego chcieć.
    Drugą oczywistą możliwością jest to, że wszystko to spowodował ów gwałciciel, nad którym ja nie panowałam i którego boskość nie mogła powstrzymać. Tak niewątpliwie świat to postrzega. Czyż bezpieczeństwo osobiste nie jest poważną dla nas kwestią? Wiele wysiłku wkłada się na ochronę przed wrogimi siłami wokół nas. Ale czy rzeczywiście tak to jest? Czy mogłabym wrócić do normalności, gdyby tak było? Na każdym zakręcie mogłabym oczekiwać kolejnego napadu. Gdyby było to prawdą, spokój byłby niemożliwy. Czy boskość może być aż tak bezsilna? Po prostu nie mogę się pogodzić z tym, że wszystko tłumaczy gwałciciel wtargujący na chybił trafił i napadający mnie, a w szczególności w noc Śiwaratri w Centrum Sai Baby.
    Zatem, skoro przyczyna nie leży w Bogu i w gwałcicielu też nie, jedyną inną możliwością jest to, że jest ona we mnie, że ja to sobie sama zrobiłam. Ciężko to przełknąć. Nie dość, że spotkał mnie ten koszmar, to teraz przyznaję, że sama jestem jego sprawczynią. Sama ułożyłam wszystko. Jak to! Ja ten horror zorganizowałam? Przecież to niemożliwe. Czemu miałabym robić coś tak skrajnie głupiego? Dlaczego miałabym robić coś tak bolesnego, poniżającego, niszczącego? Czemu miałoby to służyć? Jeśli ja jestem autorem i reżyserem tego spektaklu, a zapewniam was, że całe życie uważałam się za osobę pod każdym względem pozytywną, istną Pollyannę, coś musiało mocno się zepsuć. Ale czy ten scenariusz rzeczywiście był tak niedorzeczny?
    Pomyślcie tylko. Jeśli z desperacją próbuję za wszelką cenę utrzymać moją indywidualność i autonomię, co wszyscy robiliśmy w ciągu niezliczonych wcieleń, to czy ta historia nie potwierdza przekonania, że jestem ciałem oddzielnym od innych, które mogą mnie skrzywdzić, że jestem słaba i mogę umrzeć w każdej chwili, i że nawet sam Bóg i cała ochrona jego kościoła nie zdołała mnie obronić? Przyznaję się więc sobie samej, że przystałabym na drastyczną krzywdę, włącznie ze śmiercią, aby podtrzymać swoje przekonanie o oddzielności i uczynienie dla siebie rzeczywistym tego co nierzeczywiste. Zatem cały ten dramat został tam sfabrykowany przeze mnie w celu potwierdzenia mej własnej tożsamości. Oto zdradziecka natura mentalności ego, z którym byłam sprzymierzona. Ale gdy już rozpoznaję, że przyczyna leży we mnie, mogę zauważyć, że we mnie jest też rozwiązanie. Skoro sama sobie to wyrządziłam, mogę więc też to odczynić. Jak?
    Czy przez spostrzeżenie, że spłacałam karmiczny dług? Niektórzy z moich życzliwych przyjaciół powiedzieli mi, że tym zdarzeniem usunęłam pokaźny kawał negatywnej karmy. Takie rozumienie stanowiło jakieś wyjaśnienie, ale nie dawało rozwiązania, a z pewnością nie poprawiało mi samopoczucia, gdyż pozostawiało otwartą kwestię ile negatywnej karmy muszę jeszcze przerobić, której skutki mogę w każdej chwili doświadczyć. Chciałam rozwiązania, które gwarantowałoby koniec wszelkich cierpień, a to rozwiązanie było uzależnione od odkrycia dlaczego miałabym coś takiego sobie wyrządzać. Karma odpowiedzialnością obarcza mnie. Zgodnie z nią, cokolwiek mi się przydarza, jest to skutkiem wcześniejszej przyczyny, za którą jestem odpowiedzialna za sprawą moich przeszłych uczynków. Karma próbuje zaleczyć konkretne wydarzenie, określone postępki jednego ciała w stosunku do innego, lecz nie odnosi się do tego jednego celu moich wszystkich działań. Tak więc, Prawo Karmy nie może mnie uwolnić. Nie dotyczy ono prawdziwego celu mojego ciała, którym jest utrzymanie oddzielności.
    Karma opiera się na mentalności ego, które postrzega inne ciało jako to, które może mnie skrzywdzić, albo które ja mogę skrzywdzić, co dalej prowadzi do przyszłej kary zgodnie z ideą 'jak posiejesz, tak będziesz zbierał'. Ale kiedy poprzez bezpośrednie doświadczenie zrozumiem, że niczego nie ma poza moim umysłem, i że świat i ciało w nim zawarte są w całości częścią marzenia, które śnię, a które jest nierzeczywiste, wówczas Prawo Karmy nie ma nade mną władzy. Dziś wiem z pewnością, że nie jestem związana karmą, ani wy nie jesteście. Karma wiąże tylko dopóty, dopóki utrzymuję cel oddzielności i cielesnej świadomości, do których ona się stosuje. Lecz ja nie jestem ciałem. Jestem taka, jaką Bóg mnie stworzył – pełna i doskonała. Mój umysł w połączeniu z Bogiem jest wszechmocny. W przeszłości niewłaściwie używałam umysłu w kierunku tworzenia bezsensownego świata iluzji. Nałożyłam pojęcia czasu i przestrzeni na niezróżnicowaną wieczność, która jest wszechobecnym teraz. Lecz ja nie mogę być związana przeszłością. Mogę zdecydować zupełnie się od niej odciąć. Sai Baba uczy: „Przeszłość to przeszłość. Zapomnij o przeszłości. Przeszłości nie ma. Wszystko co istnieje jest zawsze obecnym teraz."
    Aby być wolnym od karmy, trzeba całkowicie wykorzenić ideę oddzielności, a stanie się to jedynie wówczas, gdy uświadomię sobie, że wszystko to, bez wyjątku, jest rozgrywane tylko w moim umyśle. To mój sen o śmierci, koszmar, który stworzyłam, by dowieść sobie, że jestem małą istotą oddzielną od wszystkich, z przyjaciółmi i wrogami i całym szerokim światem zewnętrznym, którzy określają mnie i dniem i nocą wpływają na mnie, i że niezależnie co doczesnego zdołam osiągnąć w tym krótkim życiu, nieuchronnie kończę śmiercią. A przecież nic nie może być dalsze od prawdy. Mój umysł jest wszechmocny, a wszystko to jest moim snem. Jakąkolwiek historię stworzę i jakikolwiek świat sfabrykuję, tam to w wszystko umieszczam odzwierciedlając moje życzenia, cele i myśli. Gwałciciela nie ma na zewnątrz mojego umysłu. Jeśli zaakceptuję cierpienie jako spłatę karmicznego długu, tym samym uzasadniam cel cierpienia. Dopóki mam ten cel, będzie i cierpienie. Ale tak być nie musi. Na szczęście byłam gotowa dostrzec inny cel.
    Wszystko, co mi się przydarza, dzieje się dlatego że pragnę celu, któremu to służy. Pomyślcie tylko. Jaki cel przyświeca wam w tej chwili? Niewątpliwie wasza pierwsza myśl będzie, że jesteście tu na spotkaniu duchowym pławiąc się w doświadczaniu obecności Sai Baby i przyswajając sobie jego nauki. Ale pójdźcie głębiej. Czy jesteście ciałami tam siedzącymi i słuchającymi tego, co mówię? Czy jest ktoś inny siedzący obok was? Czy może jesteście tylko wy, a wszystko, czego doświadczacie dzieje się wyłącznie w waszym umyśle i przez was jest zaaranżowane? Czy możecie choćby zacząć pojmować, że osoba siedząca obok jest wyobrażeniem, które stworzyliście, aby podtrzymywać przy życiu swoją rzeczywistość oddzielnego istnienia? Czy może dostrzegacie, że wy jako ciało i oni jako ciała, wszyscy są w waszym umyśle? Nawet jeśli nie możecie natychmiast przyjąć tego wszystkiego, czy dostrzegacie, że zawsze możecie mieć ewentualnie tylko dwa cele? Jest to albo trwanie w Jednej Jaźni, prawdzie tego kim rzeczywiście jesteście, albo utrzymywanie oddzielnej tożsamości. Jedno wiąże się z Bogiem, drugie – z ego. Jedno jest rzeczywiste, drugie – nierzeczywiste. Nie ma niczego, czego nie można by natychmiast odwrócić, gdy zauważę, że to coś jest już bezcelowe. Jestem wszechmocna, gdyż nie jestem oddzielna czy różna od Boga. Czy możemy wyobrazić sobie represjonowanego Boga? Nie. Zatem również ja nie mogę być ofiarą, o ile sama tego nie chcę, ponieważ On stworzył mnie dokładnie taką, jakim sam jest. Nie jestem bezsilną ofiarą okoliczności, nad którymi nie panuję.
    Pewnego razu miałam sen, który zdarzył się w czasie, gdy walczyłam z problemem wolnej woli. W śnie tym gawędziliśmy z Ardźuną jak siostra z bratem. „Wiesz, Yaani – powiedział – widziałem całą bitwę Mahabharaty od początku do końca zanim się jeszcze zaczęła." Słysząc to wyrzuciłam ręce w górę i zawołałam zaniepokojona: „Och Ardźuno, czy to znaczy, że nie mam nic do powiedzenia w sprawach mojego życia, że nie mam wolnej woli?" „Nie, Yaani, to nie tak – odpowiedział. – Kiedy twoja świadomość ulega zmianie, zmienia się też twoje przeznaczenie." Innymi słowy, jest to mój sen i mogę go zmienić ze snu śmierci w szczęśliwy sen wiecznego życia. Wystarczy, że zmienię swój umysł z ukierunkowania świadomości na ciało, ze świadomości cielesnej, na świadomość Boga, z nieprawdy na prawdę. Każda moja myśl jest albo rzeczywista, albo nierzeczywista. Moje myśli rzeczywiste to te, które myślę z Bogiem. Wszystkie pozostałe myśli są nierzeczywiste, ale mimo to będą miały swoje skutki. Nie ma myśli neutralnych. Dlatego też Sai Baba ciągle przypomina nam, byśmy zważali na nasze myśli.
    Dzisiaj mogę stwierdzić z absolutnym przekonaniem, że wiem kim jestem i kim nie jestem. Mogę swobodnie opowiadać wam o swoim przeżyciu gwałtu, gdyż bez cienia wątpliwości wiem, że w rzeczywistości nigdy się on nie zdarzył. Przeżycie to nie ma siły, nie ma esencji, nie ma nade mną władzy. Ale najpierw musiałam się temu przyjrzeć i wziąć pełną odpowiedzialność za to wszystko, bez poczucia winy czy potępiania albo osądzania siebie, trzymając Ducha za rękę i prosząc o wskazówki. Kiedy chcę w pełni zdemaskować wobec siebie moją gotowość do skrzywdzenia siebie dla podtrzymania swojego przeświadczenia o oddzielności, i wiem, że już więcej tego nie pragnę, prawda odsłania się i pokazuje mi, że nic z tego, co myślę że się zdarzyło, nie było rzeczywiste. Prawda jest taka, że nie może istnieć nic innego poza Bogiem i miłością Boga. Proszę mnie nie zrozumieć źle. Nie zalecam wypierania się negatywnych przeżyć. Przeczenie przydaje energii najciemniejszym lękom w wyniku starań ukrycia ich i usunięcia ze świadomości. Ujawnienie naszych lęków albo wad niweluje je i demaskuje jako nie istniejące, jakimi zawsze były.
    Jestem głęboko wdzięczna za naukę, jaką przyniósł mi ten epizod. Czego się nauczyłam? Tego, że jestem niezniszczalną Atmą. Że temu, co jest rzeczywiste, nie można zagrozić, a to, co jest nierzeczywiste, nie istnieje. Że jedynie wola Boga jest rzeczywista. Oraz, że czegokolwiek doświadczę, będzie to to, co ja wybrałam. Dopóki celem, którym się kieruję, będzie podtrzymanie mojej oddzielnej tożsamości, nie będzie ono rzeczywiste i ja też nie będę rzeczywista. Wszelkie cierpienie wyrządzamy sobie sami, a kończy się ono w chwili, gdy przestaję dostrzegać w nim jakąkolwiek wartość. Gdy nie widzę znaczenia w moim separatystycznym myśleniu, myśli takie po prostu zanikają. Wtedy moja wola jednoczy się z wolą Boga i doświadczam tylko stałej miłości i radości. Jest to przebudzenie ze śmierci.
    Doświadczenie, które zrelacjonowałam, okazało się być dla mnie wielkim darem i błogosławieństwem, gdyż zmusiło mnie do zmiany mentalności. Ale był to skrajny przypadek, którego żadne z was ani nikt inny nie musi przeżywać. Możecie zmienić swoje myślenie już teraz. Wykorzystajcie moje doświadczenie, albo jakieś inne skrajne, takie jak np. ukrzyżowanie Jezusa, jako motywację do zmiany własnej świadomości i dostrzeżenia tego oddzielania, wtedy zobaczycie że ten świat dwoistości i śmierci, który stworzyliście dla podtrzymania poczucia oddzielności, już nie jest więcej tym czego pragniecie. Nie musicie wykorzystywać bólu do przebudzenia. Z pewnością może on posłużyć jako jeden ze sposobów. Ale czemu nie budzić się ze śmiechem? Cokolwiek nie zrobicie, ZBUDŹCIE SIĘ! Teraz! Nie odkładajcie tego. Obierzcie chwilę teraz na śmierć starym nawykom myślenia w oparciu o świadomość oddzielności i świadomość ciała, aby odrodzić się w świadomości Boga. Zwróćcie swoje życie i wolę ku Bogu i proście o pomoc. Nie ma bowiem możliwości, byście sami tego dokonali.
    Sai Baba powiada, że ścieżka duchowa jest łatwa. W ogóle nie wymaga żadnego wysiłku. Czynienie rzeczywistym tego, co jest nierzeczywiste i nieistniejące, wymaga ogromnego wysiłku. Na osnowie niezmiennego wiecznego pokoju miłości Boga mogę postanowić sfabrykować wydarzenie rozmiarów i intensywności takiej, jak to dopiero co opowiedziane, w celu utrzymania głupich przeświadczeń i nadania im realności w moich oczach. Ale o ileż łatwiej jest po prostu pozwolić, by to co rzeczywiste było rzeczywiste i trwać w doskonałym pokoju, miłości i świetle oraz być tym kim naturalnie jesteście i zawsze byliście – jednym z Bogiem! Nie musicie nic robić, by sprawić, że prawda jest rzeczywista. Po prostu pozwólcie sobie na bycie tymi, kimi naprawdę jesteście. Nie może wam się nie powieść. Jesteście doskonali i pełni – tacy, jak Bóg was stworzył. Bądźcie szczęśliwi!

Postscriptum Yaani Drucker do czytelników The Ramala Newsletter

    Dwa lata temu Sai Baba spytał mnie: „Jaką masz sewę?” Gdy odpowiedziałam: „Służę mężowi”, on rzekł: „To bardzo dobrze, ale musisz prowadzić też jakąś usługę w społeczeństwie.” Ta sugestia zainspirowała mnie do utworzenia witryny internetowej poświęconej duchowemu poradnictwu. Wierzę, że z powodu natury mojego artykułu niektórzy z czytelników zechcą skorzystać z okazji, by skontaktować się ze mną w celu e-mailowego satsangu, wymiany zdań lub zadania pytań.
    Oto adres mojej witryny (uaktualnione przez KMB):

www.angelfire.com/co/OmSaiRam
oraz poczty elektronicznej:
yaani9@yahoo.com
    Zapraszam.

[Tłum.: KMB; 021017]